Nie bo nie - nie chcemy takich odpowiedzi

Nie, bo nie – najgorsza odpowiedź świata

Kto z nas w dzieciństwie choć raz nie słyszał tej odpowiedzi na zadane rodzicom pytanie? Do dziś pamiętam ten dzień, kiedy w czasie śniadania niedaleko głównego deptaka w Monterosso al Mare córeczka pewnego tatusia chciała uzyskać coś dla siebie korzystnego. Niestety, nie pamiętam co to było. Niewzruszony tato, kierując się określoną, nieznaną mi racją, skutecznie odmówił dziecku mówiąc krótkie acz stanowcze – nie! W pewnej chwili dziewczynka szukając podstaw odmownej decyzji z charakterystyczną dla dzieci prostotą zapytała: Tatusiu, ale dlaczego nie. Odpowiedź kompletnie nie zaskoczyła: Nie, bo nie. Trwająca kilka chwil sytuacja. Reakcja włoskiego taty, to chyba najgorsza odpowiedź jakiej można było udzielić.

Sytuacja zaobserwowana w Monterosso – urokliwym miejscu, jednej z pięciu miejscowości CinqueTerre skłoniła mnie do refleksji. Jak to wygląda u mnie, u nas? Jak ja to widzę i czy odpowiadając odmownie mojemu Synowi sam używam tak rozbudowanego uzasadnienia swojej decyzji? Nie, bo nie – taka odpowiedź zdarza mi się, niestety. Postanowiłem więc przyjrzeć się temu dość powszechnemu chyba zjawisku, z postulatem – skoro uważam, że “nie, bo nie” to najgorsza odpowiedź świata – nie będę jej stosować. Na dobre wyjdzie to zarówno mojemu Synowi, jak i mnie samemu.

“Nie, bo nie” to w mojej ocenie najgorsza odpowiedź, której możemy udzielić swojemu dziecku. Odpowiedź, która zasadniczo nic nie oznacza. Zgadzasz się ze mną?

Z życia wzięte

– Mamo, kupisz mi te żelki? 

– Nie. 

– Ale czemu? Kup mi, proszę.

– Mówiłam cie, że ci nie kupię. Nie pamiętasz, jak ostatnio bolał cię od nich ząb?

– To nie od nich. Ząb bolał mnie wcześniej i to było przez orzeszki w takiej twardej cukrowej skorupce. No to kupisz mi te żelki?

– Mówiłam cię, że ci nie kupię.

– No, ale dlaczego? 

– Bo nie. Nie i już.

Lepiej może nie mówić

Czy na każde pytanie naszego dzieciaka, zawsze trzeba odpowiedzieć niemal od razu? Skąd wzięło się przekonanie, że dziecko bardzo chce wiedzieć natychmiast. Czy odpowiedź może otrzymać chwilę albo dwie później?

Dzieci mówią NIE czekaniu na cokolwiek

Chyba dlatego, że dzieci całkiem zwyczajnie nie lubią czekać. W sumie… kto z nas lubi? Dla tych małych istot żyjących tu i teraz, przyszłość jawi się jako mało atrakcyjna alternatywa dla chwili obecnej. To dlatego nasze obietnice, że: owszem, kupię ci to, ale nie dziś, tylko w przyszłym miesiącu – nie są wcale przekonujące. Przyszły miesiąc dla dziecka, to jak dla nas obietnica szefa, że kiedyś da nam podwyżkę czyli brak 100% pewności, czy w ogóle coś takiego nastąpi, choć osobiście ja na swojego narzekać nie mogę.

Najgorsza odpowiedź - nie bo nie
Bądź cierpliwy i odpowiadaj swojemu dziecku jak tylko potrafisz najlepiej, przedstawiając czytelną i prostą argumentację

Domowy przykład…

Maciek, zadając pytania też lubi, gdy odpowiadam od razu. A pytań zadaje naprawdę wiele. Kto zna, ten wie. Są wśród nich również pytania typu: czy kupisz mi…?, kiedy kupisz mi…? albo pojedziemy dziś do…? czy też mogę iść na rower od razu po szkole? To jedne z tych prostszych pytań, które nie wymagają zastosowania znanej wszystkim formuły: “bo nie!” najczęściej popartej podniesionym głosem i przenikliwym wzrokiem nie znoszącym jakiegokolwiek aktu sprzeciwu. Ale bywają też inne, mniej przeze mnie lubiane. Powiedzmy to sobie szczerze: “nie, bo nie” jest to najgorsza odpowiedź, której możesz udzielić własnemu dziecku.

Czy nie jest dziwne, że tak rzadko w tego typu sytuacji, korzystamy z prawa do milczenia? Wiem, że wydaje się to trudniejsze – znieść proszący wzrok dziecka i nie ugiąć się pod jego presją. Ale to cenny czas, w którym zdążymy opuścić emocjonalny Zenit i zamiast intruza skutecznie zakłócającego nasz spokój, zobaczymy małego człowieka, próbującego zaspokoić ważną w swoim odczuciu potrzebę. 

Zaryzykuję i powiem, bo tak też uważam, że te kilkanaście, czy kilkadziesiąt sekund bez odpowiedzi jest na pewno lepsze, niż dwa puste słowa “nie, bo nie”. Choć na pewno nie twierdzę, że prostsze. 

Bo nie! Co tak naprawdę oznacza?

Odpowiedź “Bo nie” to najgorsza odpowiedź. Pojawia się głównie w chwilach rodzicielskiej bezsilności, gdy postawieni jesteśmy pod ścianą i opieramy się nawałnicy dziecięcych próśb. Tym, co najczęściej przychodzi nam wtedy do głowy, po wyczerpaniu wszystkich możliwych odpowiedzi, to najgorsza odpowiedź sprowadzająca się do słów: “Nie, bo nie!”. I choć nie załatwią wcale sprawy, to dają nam rodzicom złudzenie odwleczenia nieco widma egzekucji. 

Niestety nie na długo, bo w odpowiedzi słyszymy: No, ale dlaczego? 

I słusznie, bo tak naprawdę dziecko nie otrzymało żadnego wyjaśnienia. W naszych słowach nie było treści. To tak, jakbyśmy dali mu w prezencie puste, ładnie zapakowane pudełko. 

“Bo nie” oznacza, że ja – rodzic, rządzę tu i nie muszę się tłumaczyć z podejmowanych decyzji, tworzonych zakazów, czy odmowy spełnienia prośby. Mogę to zrobić bez powodu. Jestem rodzicem i to wystarczy. 

Dopiero gdy zacząłem się zastanawiać na tym rodzajem odpowiedzi, zobaczyłem jej bezsens i spróbowałem wyobrazić sobie, jak to wszystko wygląda z perspektywy Maćka.

Najgorsza odpowiedź świata - unikaj jej
Mądry i roztropny ojciec słucha swoich dzieci, gdy odmawia ich prośbom, potrafi to mądrze uzasadnić. Potrafisz tak?

Co słyszy dziecko?

Choć z pewnością Maciek szanuje mnie jako rodzica i liczy się z moim zdaniem, to bardziej lub mniej świadomie oczekuje, że będę traktował go poważnie. Jego i jego prośby, pytania, szkolne opowieści i problemy, którymi się ze mną dzieli. Jak każdy człowiek, nie chce być lekceważony i traktowany z góry. Nawet przez rodzica, któremu wiele zawdzięcza. 

Gdy zdarzy się, że usłyszy ode mnie stanowcze “Nie” i na próbę poznania przyczyny odmowy, do jego uszu dolecą jeszcze bardziej stanowcze dwa puste słowa, może ponowić swoje “Dlaczego”. I będzie mieć rację, bo nie otrzymał żadnej odpowiedzi. “Bo nie” to żadna odpowiedź. To bardziej gra na zwłokę i wyraz rodzicielskiej frustracji albo reakcja wynikająca z poczucia bezsilności, braku pomysłu, czy też forma odwetu za wcześniejsze złe zachowanie dziecka. Żaden z tych powodów nie usprawiedliwia mojego zachowania jako rodzica i wypadałoby za to przeprosić.  

Co w zamian?

Co zatem jest lepsze od znanego “Bo nie”? Jak wybrnąć z trudnej sytuacji, gdy naprawdę nie chcesz się zgodzić na spełnienie prośby – z takiego, czy innego powodu? 

Powiedz prawdę

Jeśli w danej chwili jesteś zdenerwowany, daj sobie tych parę sekund na ochłonięcie i zebranie myśli. Potem weź dziecko w inne miejsce, choćby było to tuż obok i usiądźcie (jeśli jest taka możliwość, a jeśli nie ma, a dziecko jest małe, przykucnij, by móc patrzeć mu w oczy podczas rozmowy). Najprościej i najszczerzej jak się da, wytłumacz, dlaczego nie zgadzasz się na spełnienie prośby. Nie twierdzę, że uda ci się przekonać malucha. Mnie często się nie udaje, ale mimo to próbuję, bo to dużo lepsze, niż upieranie się przy nic nie znaczących dwóch słowach. 

Bywa, że Maciek rozumie moją odmowę dopiero po jakimś czasie. Niejeden już raz okazało się, że mój brak zgody, wyszedł mu na dobre i widziałem, że był mi wdzięczny. Niezależnie od rezultatów, warto próbować powiedzieć prawdę.

Przy okazji – czy pamiętasz o czym warto mówić swojemu dziecku? Zobacz ebooka:




Wymień się argumentami

Nie chodzi o to, by sprawdzić, czy dziecko ma wystarczająco mocne argumenty i od razu je skontrować. To bardziej sposób na przedstawienie swojego wyjaśnienia w szczegółowy i konkretny sposób. Może się też okazać, jak to było nieraz w moim przypadku, że zmienisz zdanie i zgodzisz się na spełnienie prośby swojego dziecka. To żadna ujma. Tak samo, nie ma nic złego w przyznaniu się do błędu, czy braku wiedzy w danym temacie. 

To tylko wybrane pomysły na usunięcie ze swojego rodzicielskiego słownika, dwóch nic nie znaczących słów i oczyszczenie dzięki temu relacji z dzieckiem.

Dwa słowa mniej

Patrząc na swój zasób używanych słów, nie czuję braku po zrezygnowaniu z tych dwóch słów. Za to patrząc na korzyści, jakie przynosi ich nieobecność, mogę śmiało powiedzieć, że było warto. Przyznam szczerze, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz odpowiedziałem Maćkowi słowami “Bo nie”. Za to argumentami wymieniamy się bardzo często. Maciek czuje się dowartościowany, a ja mam nadzieję, że w przyszłości, będzie mógł ten sposób wykorzystać przy okazji prowadzenia negocjacji, dyskusji i sytuacji, kiedy to argumenty odgrywają kluczową rolę. 

Proszę poczekaj...
Podobne wpisy