Boulder Dash: gra, która nauczyła nas, że grawitacja nie wybacza
Metryka gryBoulder Dash
- Rok
- 1984
- Autorzy
- Peter Liepa i Chris Gray - dwaj Kanadyjczycy z Toronto; wydał First Star Software
- Platformy
- Atari 8-bit (oryginał), Commodore 64, Apple II, Amstrad CPC, ZX Spectrum i kilkanaście innych
- Bohater
- Rockford - górnik, który tupie z niecierpliwości, gdy za długo stoisz w miejscu
- Cel
- Wykop wymaganą liczbę diamentów w każdej jaskini, zanim skończy się czas, i dojdź do wyjścia. Żywy.
- Jak zagrać dziś
- Emulator VICE z legalnym obrazem · oficjalne wznowienia serii Boulder Dash na Steam · prawdziwy C64 albo mini-konsola THEC64
- Zasada
- Grawitacja działa zawsze. Także wtedy, gdy o niej na chwilę zapomnisz.
Jeśli miałeś C64, to ten dźwięk masz w głowie do dziś: głuchy, toczący się odgłos spadającego głazu i zaraz po nim ten krótki „ding” diamentu wpadającego do kieszeni. Boulder Dash nie był najefektowniejszą grą na Commodore. Był grą, która najszybciej uczyła, że konsekwencje przychodzą z opóźnieniem - ale przychodzą zawsze.
Fizyka, która nie negocjuje
Zasada była banalnie prosta i bezlitośnie uczciwa. Kopiesz w ziemi, zbierasz diamenty, omijasz głazy. Tyle że głazy - podobnie jak diamenty - podlegają grawitacji. Podkop kamień, nad którym leży drugi, a cała kolumna rusza w dół. To, co przed sekundą było Twoim sufitem, w następnej bywa Twoją trumną.
Nie było cofania. Nie było „undo”. Jeden ruch za szybko, jeden korytarz wykopany bez spojrzenia w górę - i Rockford ginął pod tym, co sam uruchomił. Gra nie karała za to, że czegoś nie umiesz. Karała za to, że nie pomyślałeś, zanim nacisnąłeś joystick.
Zachłanność ma swój licznik
W każdej jaskini wystarczyło zebrać określoną liczbę diamentów - nie wszystkie. Reszta była premią. I właśnie ta reszta zabijała najczęściej. Ekran pełen klejnotów, licznik odblokowany, wyjście już mruga - a Ty i tak idziesz po ten jeden kamień więcej, wciśnięty w róg, pod chwiejną kolumną głazów, z czasem lecącym do zera.
Boulder Dash w trzydzieści sekund tłumaczył to, czego część ludzi nie rozumie po pięćdziesiątce: że „wystarczy” to też strategia. Że czasem najlepszym ruchem jest wyjść z zyskiem, który już masz, zamiast ryzykować wszystko dla premii, której i tak nikt nie policzy.
Motyle, które zamieniają się w diamenty
Po planszach latały motyle - śmiertelne, jeśli ich dotknąłeś. Ale miały sekret: motyl zgnieciony spadającym głazem zamieniał się w diamenty. Cała sztuka polegała na tym, żeby nie uciekać od zagrożenia, tylko ustawić się tak, by samo zapracowało na Twój wynik. Podkopać właściwy kamień, cofnąć się o jedno pole i patrzeć, jak problem rozsypuje się w garść klejnotów.
To był pierwszy raz, kiedy gra pokazała nam, że zagrożenie i okazja to często ta sama rzecz - ustawiona pod innym kątem i w innym momencie. Cierpliwość plus dobre ustawienie zamieniały to, co miało Cię zabić, w to, po co przyszedłeś.
Głazu, który podkopałeś, nie zatrzymasz w połowie drogi. Dlatego patrzysz w górę, zanim kopniesz - nie po.
Co z niej zostało
Zostało myślenie o jeden ruch do przodu. Facet, który jako dziecko zginął sto razy pod własnym głazem, jako dorosły instynktownie sprawdza, co się zawali, zanim coś ruszy - w remoncie, w firmie, w trudnej rozmowie. Wie, że decyzje mają bezwładność: najpierw wygląda, że nic się nie stało, a lawina rusza dopiero chwilę później.
Zostało też poczucie „wystarczy”. Że nie każdą premię trzeba wziąć. Że wyjście z planszy żywym, z tym, po co się przyszło, jest pełnym wynikiem - a nie kompromisem.
Zadanie na ten odcinek
Włącz pierwsze trzy jaskinie (emulator albo THEC64 - zajmie to dwie minuty). Zasada na ten wieczór: w każdej planszy zbierz dokładnie tyle diamentów, ile trzeba, i od razu idź do wyjścia. Żadnej premii. Poczujesz, jak bardzo ręka chce sięgnąć po ten jeden kamień więcej - i jak dobrze jest ten odruch raz świadomie odpuścić. A potem, w jednej planszy, zrób odwrotnie: ustaw głaz tak, żeby zgniótł motyla. Zobacz, że czekanie we właściwym miejscu bywa skuteczniejsze niż bieganie.
Kolejny odcinek cyklu Joystick. Jak wracać do retro gier z głową - sprzęt, mini-konsole, emulatory i zasady - w przewodniku „Retro gaming po 40″. Zobacz też: Space Invaders.
Przewodnik po cykluRetro gaming po 40: jak wrócić do gier z dzieciństwa i nie żałować
Z tego samego cyklu:


