Mężczyzna po czterdziestce z joystickiem przed starym telewizorem z grą o rzece i moście

River Raid: gra, w której częściej zabijał pusty bak niż wróg

Joystickodcinek 9

Metryka gryRiver Raid

Rok
1982 (Atari 2600), wersja na Atari XL/XE - 1983
Autorka
Carol Shaw - jedna z pierwszych kobiet projektujących gry wideo; wydał Activision
Platformy
Atari 2600 (oryginał), Atari 8-bit, Atari 5200, Commodore 64, ZX Spectrum, MSX, Intellivision, ColecoVision
Bohater
Odrzutowiec lecący w górę „Rzeki bez powrotu”
Cel
Lecieć jak najdalej. Zestrzeliwać statki, helikoptery i mosty, tankować nad stacjami FUEL i nie zahaczyć o brzeg.
Jak zagrać dziś
Emulator Altirra albo Atari800 z obrazem własnej kasety lub dyskietki · prawdziwe Atari XL/XE z rynku wtórnego
Zasada
Paliwo kończy się wtedy, kiedy przestajesz na nie patrzeć.
River Raid na prawdziwym Atari 65XE · kanał Mariusz Czajewski · źródło: YouTube ↗

Kto miał w domu Atari 65XE, ten pamięta tę scenę bez zamykania oczu: niebieska rzeka między zielonymi brzegami, mały odrzutowiec na dole ekranu i jednostajny szum silnika, który zmieniał ton, kiedy pchałeś joystick do przodu. River Raid nie miał fabuły, bossów ani zakończenia. Miał rzekę, wskaźnik paliwa i most na końcu każdego odcinka. I to wystarczyło, żeby zabrać nam setki popołudni.

Nie wróg, tylko pusty bak

Najdziwniejsze w River Raid było to, że najczęściej nie zabijał nas przeciwnik. Statki i helikoptery dało się zestrzelić albo ominąć. Brzeg było widać z daleka. Zabijało paliwo - a dokładniej to, że przestawaliśmy na nie patrzeć.

Wskaźnik spadał powoli, prawie niezauważalnie, a my byliśmy zajęci strzelaniem. Stacje z napisem FUEL pojawiały się co jakiś czas na środku rzeki: wystarczyło przelecieć nad nimi i bak się napełniał. Tyle że stacje też można było zestrzelić, a za każdą wpadały punkty. Każdy, kto grał, zna ten moment: strzelasz odruchowo, stacja wybucha, a ty dopiero po sekundzie rozumiesz, że to była ostatnia przed długim odcinkiem bez tankowania.

Gra uczyła rzeczy, którą dorośli faceci odkrywają zwykle za późno: że najgroźniejsze rzeczy nie atakują. One się po prostu kończą. Paliwo, sen, cierpliwość, czas dla bliskich - spadają powoli, po kreseczce, kiedy jesteś zajęty czymś, co wydaje się ważniejsze.

Mosty, czyli postęp, który zostaje

Każdy odcinek rzeki kończył się mostem. Trzeba go było zbombardować, żeby lecieć dalej - i to był najważniejszy moment gry. Kiedy most padał, gra zapamiętywała to miejsce. Jeśli potem rozbiłeś się o brzeg, nie zaczynałeś od początku, tylko od ostatniego zniszczonego mostu.

Wersja na Atari XL/XE dorzuciła coś, czego nie miał oryginał: przed startem można było wybrać most, od którego zaczynasz. Był też dodatkowy bonus za trafienie mostu w chwili, gdy przejeżdżał po nim czołg, a helikoptery zaczęły odpowiadać ogniem.

To prosty mechanizm, ale bardzo mądry. River Raid dzielił nieskończoną rzekę na kawałki, które dało się ogarnąć. Nie musiałeś myśleć o całej trasie. Musiałeś dolecieć do następnego mostu.

Rzeka, która nie ma końca

River Raid nie dało się przejść. Rzeka płynęła w nieskończoność, a jedyne pytanie brzmiało: jak daleko dolecisz tym razem. Dla dzieciaka z lat osiemdziesiątych to było coś nowego. Większość gier miała koniec, napisy, jakąś nagrodę. Tu nagrodą był sam lot - i liczba w rogu ekranu, którą jutro dało się pobić.

Za tą grą stała Carol Shaw, programistka, która zaprojektowała ją dla Activision w 1982 roku. Do stycznia 1984 roku wersja na Atari sprzedała się w blisko milionie egzemplarzy, a w 1983 był to najlepiej sprzedający się tytuł Activision. W RFN urzędnicy od ochrony młodzieży uznali ją za szkodliwą dla nieletnich z powodu wojskowej tematyki. Nam w Polsce nikt niczego nie zakazywał - mieliśmy za to kasety i wieczne „jeszcze jeden lot, mamo”.

Nie musisz widzieć końca rzeki. Musisz dolecieć do następnego mostu - z paliwem w baku.

Co z niej zostało

Został nawyk zerkania na wskaźnik. Facet, który jako chłopak rozbił się sto razy z pustym bakiem, jako dorosły szybciej łapie moment, w którym „jeszcze dam radę” zamienia się w „już nie dam”. Wie, że tankuje się wtedy, kiedy jest stacja, a nie wtedy, kiedy zapali się czerwona lampka.

Zostało też myślenie mostami. Duże cele - firma, forma, związek po dwudziestu latach - wyglądają jak rzeka bez końca. Ale da się je pociąć na odcinki. Każdy zbombardowany most to postęp, którego nikt ci nie zabierze, nawet jeśli za chwilę zahaczysz o brzeg.

Zadanie na ten odcinek

Odpal River Raid (emulator albo prawdziwe Atari - zajmie to kilka minut) i zagraj trzy loty z jedną zasadą: nie strzelasz do stacji FUEL. Ani razu. Zobaczysz, ile punktów zostawiasz na stole i jak bardzo palec sam ciągnie do spustu. A potem zadaj sobie pytanie z dorosłego życia: co jest twoją stacją paliwową, którą odruchowo „zestrzeliwujesz”, bo w danej chwili coś innego daje więcej punktów?

Kolejny odcinek cyklu Joystick. Jak wracać do retro gier z głową - sprzęt, mini-konsole, emulatory i zasady - w przewodniku „Retro gaming po 40″. Z tej samej półki z kasetami: Donkey Kong na Atari 65XE i Zorro na Atari 800 XL.

Podobne wpisy