Bubble Bobble: jedyna gra z dzieciństwa, która karała za samotność
Metryka gry · arcadeBubble Bobble
- Rok
- 1986, automat; wersje na Commodore 64, Amigę, Atari ST, NES i inne
- Autor
- Fukio Mitsuji, Taito - zmarł w 2008 roku, mając 48 lat
- Bohaterowie
- Bub i Bob, dwa smoki (zielony i niebieski), które zamiast ogniem pluje bańkami
- Cel
- 100 plansz. Zamknąć wroga w bańce, przebić bańkę, zebrać owoc. Powtórzyć
- Sekret
- Prawdziwe zakończenie odblokowuje się tylko w grze na dwóch graczy. Sam nie przejdziesz jej naprawdę - to zaprojektowane celowo
- Jak zagrać dziś
- Oficjalnie: Bubble Bobble 4 Friends (Switch, PS4 - z oryginałem w środku), Arcade Archives Bubble Bobble, Taito Milestones
Większość gier z tamtych lat była o samotności: jeden gracz, jeden joystick, jeden wynik. Bubble Bobble było o czymś innym. Dwa smoki, dwa joysticki, jedna plansza. Można było grać samemu - ale gra nigdy nie ukrywała, że nie o to jej chodzi. Prawdziwego zakończenia nie zobaczy nikt, kto gra sam. Fukio Mitsuji zaprojektował to celowo, w 1986 roku, kiedy nikt jeszcze nie mówił o „grach kooperacyjnych”.
W polskich domach na Commodore i Amidze to była gra na dwóch braci, na dwóch kolegów z bloku, na ojca i syna - jeśli ojciec miał odwagę usiąść do joysticka. Melodia z pierwszej planszy, ta radosna, obłędnie powtarzalna, to jeden z tych dźwięków, które facet po czterdziestce nuci pod nosem, nie wiedząc skąd je zna.
Gra, w której nie da się wygrać samemu
Mechanika jest dziecinnie prosta: pluj bańką, zamknij w niej wroga, przebij, zbierz owoc. Ale sto plansz później okazuje się, że gra pamięta, czy graliście we dwóch. Jeśli tak - dostajesz prawdziwy finał. Jeśli nie - napis, że to jeszcze nie koniec, i zaproszenie, żeby wrócić z kimś.
Mitsuji tłumaczył to prosto: chciał zrobić grę, przy której chłopak mógłby usiąść z dziewczyną albo z młodszym bratem, i żeby oboje mieli powód, by zostać. W epoce gier, których cały sens polegał na tym, żeby być lepszym od kolegi, Bubble Bobble powiedziało: nie da się być lepszym, można być tylko razem. To był niemal skandal.
Bubble Bobble to jedyna gra z naszego dzieciństwa, która karała za samotność. I jedyna, o której nikt nie mówi, że była trudna.
Bańki, które wracają
Jest w tej grze jeden szczegół, o którym pamięta każdy, kto grał w nią dłużej: bańki nie znikają. Wypluta bańka bez wroga w środku unosi się, dryfuje, odbija od ścian i wraca. Można po niej skakać. Można zbudować z nich schody na górę planszy. Można też zginąć, bo wróg uwolnił się z bańki, którą zostawiłeś za długo. Rzeczy, które zostawiasz niedokończone, unoszą się w powietrzu - i wracają. Mitsuji na pewno nie myślał o tym jako o metaforze. Ale my, czterdzieści lat później, nie umiemy już inaczej.
Co z niej zostało
Zostało to, czego nie da się kupić w żadnej dzisiejszej grze z trybem online: fizyczna obecność drugiego człowieka przy tym samym ekranie. Łokieć kolegi, który wchodzi w Twoją przestrzeń przy joysticku. Krzyk „zbieraj, zbieraj!”, kiedy na planszy spadła wielka wiśnia. Kłótnia o to, kto zmarnował ostatnie życie. Bubble Bobble było grą o tym, że zabawa we dwóch to nie jest zabawa w pojedynkę razy dwa. To coś innego.
Zadanie na ten odcinek
To jedyny odcinek Joysticka, w którym zadanie wymaga drugiej osoby - i celowo. Wersja 4 Friends ma oryginał w środku i działa na kanapie z dwoma padami. Posadź obok syna, córkę, żonę albo kolegę, z którym graliście w to na Commodore, i dojdźcie tak daleko, jak się da. Nie po to, żeby przejść. Po to, żeby przez czterdzieści minut robić coś razem, gdzie nie ma nic do wygrania w pojedynkę.
Odcinek cyklu Joystick. Przewodnik: „Retro gaming po 40″. Poprzednio: Arkanoid. Następny: Boulder Dash.
Przewodnik po cykluRetro gaming po 40: jak wrócić do gier z dzieciństwa i nie żałować
Z tego samego cyklu:


