Panna cotta z malinami i miętą

Deser panna cotta – wspólne gotowanie z dzieckiem

No i stało się! Kolejne wspólne gotowanie z dzieckiem! Znów sięgamy po włoskie danie, jednak tym razem szykujemy deser. Włoskie i dolci. Z pozoru prosty, lecz w jego przygotowanie trzeba włożyć sporo serca. W sam raz na niedzielne popołudnie. Trzeba było podjąć decyzję. Tym razem postawiliśmy na deser panna cotta. 

Znowu gotowanie…?

Nie miałem wyjścia. Maciek zapytał się mnie czy może zaprosić dwóch kolegów i koleżankę. Hmm.. to z pozoru błahe pytanie. Jednak czwórka dzieci… na małej przestrzeni. W mojej głowie stoczyła się cała batalia i pojawiło się mnóstwo wątpliwości. Co będą robić? Gdzie będą się bawić? Czy powinienem zadzwonić do ich rodziców? No i … czy i co podać im do zjedzenia? Zanim z moich ust padło upragnione dla mojego Syna „TAK”, miałem już wstępny plan gotowy – zrobimy prosty deser panna cotta

panna cotta - włoski speciał
Wspaniały deser przygotowany przez tatę i syna

Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie chciał zaangażować w przygotowania mojego Maćka. Najpierw zatem uzyskałem od niego zapewnienie, że posprząta swój pokój. Zaraz potem, że będą grzeczni i nie będą grać na komputerze. No i w końcu, że pomoże mi przygotować deser. Zabawne? Wcale nie! Nie ma to jak odpowiednia motywacja. To na mojego Syna naprawdę działa.

Dlaczego warto angażować dziecko?

O tym, że trzeba szukać form zaangażowania dzieciaka w życie domu to oczywista oczywistość i nie trzeba o tym nawet wspominać. O wspólnym czasie, o przekazywaniu wiedzy, o nabywaniu nowych umiejętności przez dziecko pisałem już przy okazji artykułu Cacio e pepe – wspólne gotowanie z dzieckiem. Tym razem zaangażowałem Maćka w sprzątanie swojego pokoju. Robił to nad wyraz chętnie, byle zdążyć, byle wszystko było gotowe na czas. Mają przecież przyjść jego koledzy i koleżanka. Tylko na chwilę pojawiła się w Jego głowie wątpliwość: Tata, a dlaczego ja w zasadzie muszę sprzątać? 

Kolejny raz, coś, co dla mnie było oczywiste, nie było już takie dla mojego Syna. Wytłumaczyłem mu, że jego pokój wtedy ładniej wygląda i że prościej znaleźć zabawki, którymi będą chcieli się bawić. Dodałem nawet tak prozaiczny argument, że jeśli nie posprząta to jego goście nie będą mieli gdzie siedzieć. Był tak zaaferowany, że nie dyskutował. O dziwo też, tym razem sprzątanie w jego wykonaniu ograniczyło się do poukładania zabawek. A nie jak to zwykle bywa do zabawy każdą zabawką po kolei i… po 2 godzinach odłożeniu jej na półkę. Uff.. chociaż tyle z głowy.

Co to jest ta piana z kota?

W czasie gdy Maciek sprzątał swój pokój, mogłem przygotować składniki na deser. Zapamiętanie samej nazwy okazało się z początku zbyt trudne dla mojego Syna. Zakończywszy sprzątanie, z wypiekami na twarzy wparował do kuchni i wystrzelił jak z armaty: Tata, a co to jest ta piana z kota? Zastrzelił mnie tym. Dosłownie. Tym razem nie powstrzymałem się i wybuchnąłem śmiechem. Maciek zaczął śmiać się wraz ze mną, choć tak po prawdzie nie mam pewności czy wiedział z czego się śmieje. 

Panna cotta i świeże owoce
Świeże owoce i panna cotta – smakują najlepiej

Powiedziałem mu wtedy, że ten super deser nazywa się panna cotta, a nie piana z kota. I jest to danie pochodzące z naszej ulubionej Italii. Panna po włosku oznacza śmietankę, a cotta – gotowana. Czyli gotowana śmietanka. Swoją drogą, zobaczcie jak działa metoda skojarzeń u dzieci…

Skąd wzięła się panna cotta?

Deser panna cotta pochodzi z Piemontu. Wiadomo, że jej autorką jest pewna mieszkająca we Włoszech Węgierka. Pierwotnie w deserze był karmel, a pannę podawano w kwadratowej formie. Po modyfikacji przepisu, wpisana została na listę tradycyjnych włoskich produktów rolno – spożywczych, w skrócie PAT (Prodotti Agroalimentari tradizionali Italiani).

Obecnie powstało mnóstwo wariacji tego dania. Karmel zastępuje się musem owocowym i właśnie wersję z musem malinowym wybrałem dla znajomych mojego Syna. Stwierdziłem, że śmietankowy deser z odrobiną owoców to będzie strzał w dziesiątkę. 

Zobacz przepis

Panna cotta – pyszny włoski deser

Czas przygotowania 30 mins

Składniki

  • 250 ml gęstej śmietanki 30-36%
  • 250 ml mleka
  • 80 g cukru
  • laska wanilii
  • 3 łyżeczki żelatyny w proszku
  • 3 łyżki wody
  • 300 g malin
  • 1-2 łyżeczki cukru pudru

Sposób wykonania

  • Żelatynę rozpuszczamy w 2-3 łyżkach zimnej wody. Odstawiamy na 5 minut, do całkowitego rozpuszczenia. Laskę wanilii przekrawamy na pół i zeskrobujemy ziarenka. Następnie do garnka wlewamy śmietankę i mleko, dodajemy cukier i laskę wanilii. Całość podgrzewamy na małym ogniu, co parę chwil mieszając tak, aby się nie przypaliło. Cukier musi się całkowicie rozpuścić.
  • Gdy zawartość garnka zaczyna bulgotać, należy ściągnąć garnek z gazu i dodać żelatynę, intensywnie mieszając przez około 1 minutę.
  • Na koniec gotową masę przelewamy do miseczek, bądź filiżanek z rozszerzanymi brzegami. Dzięki temu gotową panna cottę łatwiej będzie później wyciągnąć. Gotowe filiżanki pozostawiamy do ostudzenia, a następnie wstawiamy do lodówki na 5-6 godzin.
  • Po tym czasie, odwracamy filiżanki do góry dnem i po chwili nasza panna cotta powinna bez problemu wyjść z pojemnika na talerzyk. Jeśli jest z tym problem, filiżankę można zamoczyć na chwilę w ciepłej wodzie, sprawi to, że masa budyniowa „odklei się” od ścianek filiżanki.
  • Gotowe stożki dekorujemy musem ze zblendowanych owoców, z dodatkiem cukru, jeżeli nie są wystarczająco słodkie. Maliny można zastąpić truskawkami, jeżynami, jagodami, morelami, czy jakimikolwiek innymi owocami.

Zabieramy się do roboty

Ważymy gramy…

Zaczęliśmy z Maćkiem od przygotowania i odmierzenia składników. Mój Syn z aptekarską niemal dokładnością pilnował, aby czegoś nie było zbyt mało lub zbyt dużo. Sam stwierdził, że jak źle odmierzymy to deser się nie uda! Sztywne trzymanie się podanej w przepisie gramatury niezbyt jest włoskie, ale nie chciałem studzić jego zapału.

Wlewamy mililitry…

Żelatynę rozpuściliśmy w 2-3 łyżkach zimnej wody. Maćkowi wręczyłem minutnik i poleciłem odliczać 5 minut. W tym czasie ja przekroiłem laskę wanilii na pół i zeskrobałem cenne ziarenka. A do garnka wlałem śmietankę i mleko, Maciek dodał cukier i wrzucił laskę wanilii. Rozpoczął się żmudny proces podgrzewania i mieszania tych składników, aż do rozpuszczenia cukru. 

Prawie gotowe…

Gdy zawartość garnka podgrzała się i zaczęła lekko bulgotać, szybko wyłączyłem gaz. Na pytanie Młodego dlaczego tak trzeba, powiedziałem, żeby nasza masa się nie przypaliła. Następnie Maciek wlał do ganka rozpuszczoną już żelatynę i zaczął mieszać. Trwało to około 1 minuty. Gdy stwierdziliśmy całkowite rozpuszczenie się żelatyny, oznajmiłem Synowi, że nasza panna cotta jest prawie gotowa. 

Wymagające cierpliwości oczekiwanie…

Uprzedziłem Macieja, że masę trzeba wlać do kubeczków, a następnie odstawić do lodówki na kilka godzin. Widziałem grymas niezadowolenia. Zapytał oczywiście czy deser aby na pewno będzie gotowy na przyjście jego gości? Krótkie zapewnienie wystarczyło. Cieszy, że wciąż jestem dla niego autorytetem. Nawet tak drobna czynność sprawiła dała mi do myślenia, jak bardzo opłakane w skutkach byłoby zawiedzenie jego zaufania. Trudno byłoby je odbudować. Dlatego solennie obiecałem sobie starać się jeszcze bardziej. 

Z jeżynami panna cotta także smakuje wyśmienicie

Czas na konsumpcję

Czas oczekiwania bezlitośnie się dłużył. Maciek już 2 godziny przed umówioną godziną siedział z nosem przyklejonym do szyby. Ach.. te problemy. Ja zblendowałem w tym czasie maliny i dodałem do nich trochę cukru pudru, by nie były kwaśne. Na osobne talerzyki wyłożyłem z kubeczków naszą panna cotta i dodałem mus malinowy. Nie będę ukrywać, całkiem zadowolony byłem z naszego dzieła. 

Po przyjściu, całe wesołe towarzystwo od razu rzuciło się w wir zabawy. Jednak w pewnym momencie usłyszałem radosny okrzyk mojego Syna: zrobiliśmy z tatą pianę z kotem!. Konsternacja kolegów była ogromna. Koleżanka otworzyła buzię ze zdumienia. Na szczęście Maciek szybko się zreflektował i przybiegł pytając jak nazywa się ten deser. Całe towarzystwo ze smakiem spałaszowało nasz deser i szybko wróciło do zabawy. Smacznego!

Proszę poczekaj...
Podobne wpisy