Niewyjściowa pogoda – tata wymyśla zabawy!

Przepraszam, a co to jest za zima, gdy jednego dnia na termometrach widzimy minus 6 st. C, a drugiego temperatura dochodzi do 12 stopni w plusie. I to wszystko w drugiej połowie lutego. Nie jestem w stanie zrozumieć tego stanu rzeczy, szczególnie gdy wspominam moje ferie w czasie początku szkoły podstawowej. Mam wrażenie, że nikt tego stanu nie rozumie, oczywiście nie wspominając o śniegowym bałwanie, który pojawia się i znika za naszymi oknami. W zależności od pogody oczywiście.

Śniegu jak na lekarstwo. Rzeczywistość otoczenia utrzymuje się w barwach szarych i burych, a o parapet naszego kuchennego okna przez dwa dni z rzędu nieznośnie bębnił deszcz. Pukał tak intensywnie, jakby chciał wejść poranne cappuccino. W takich sytuacjach pozostaje nam albo wyjść na spacer i zmoknąć, co oczywiście jest słabym pomysłem, albo zostać w domu. Tu naprawdę wiele można zrobić.

Oczywiście, zawsze możemy pooglądać filmy. Pisałem już o tym, wartościowe filmy polecamy szczególnie. Twórcza rozmowa. Świetny pomysł. Analiza filmowych postaci. Jestem na tak, ale… co za dużo, to… (każdy kończy tu sam). Jednak nie samymi filmami mały człowiek żyje. Co zatem można zrobić? Co wymyślić? Stawiam na alternatywne (i kreatywne za razem!) zajęcia domowe. Jak wdrożyć naprawdę sensowne zabawy z dzieckiem.

We wszystko może bawić się tata ze swoim siedmioletnim synem. Dosłownie. Moja głowa nieco popracowała, przez co odkryliśmy naprawdę kilka fajnych aktywności!

Co wnoszą w życie dziecka zabawy w domu?

Dziecko poznaje świat nie tylko poprzez własne doświadczenia, ale i przez nabywanie nowych. Przeważnie słucha i obserwuje poczynania któregoś ze swoich rodziców, dlatego też ja w trakcie każdej zabawy staram się mówić do swojego Syna, pytać, inspirować.

Muzyka dobra jest na wszystko. Szczególnie w dzień niepogody. To tylko zdjęcie. Mój Syn nie słucha muzyki z wykorzystaniem słuchawek

Podczas wspólnego spędzania czasu uczę Maćka nazewnictwa niepospolitych kolorów, odróżniania rozmaitych dźwięków i odległości między nimi, a także przyczyn i skutków pewnych następstw, co w moim zawodowym języku można określić przybliżaniem uwarunkowań związków przyczynowo-skutkowych. Nieustanie ćwiczymy wspólnie koordynację ruchową, a także uczymy się rozróżniać emocje.

Dwa nasze psie łotry udają, że ich nie ma. Choć zawsze wiadomo, gdzie są. Obcowanie ze zwierzętami uczy wrażliwości.

Kiedy czytałem Maćkowi bajkę o zagubionym psiaku i słuchając tego bardzo się zasmucił, bo zwierzak nie mógł trafić do swojego domu – o tak, to świetna nauka na poznanie wrażliwości. Ale dzięki takim kontaktom widzę emocje mojego Dziecka. Czuję wówczas, kiedy mój Syn wyraża swoje obawy i smutki oraz radości. Widzę ten moment otwarcia się. Zapewniając mu właśnie takie warunki jednocześnie pozwalam mu kreatywnie i bezpieczne poznawanie świata. Czy miałem z tym na początku jakieś trudności? Pytanie. To oczywiste.

Plucha nie musi oznaczać nudy

Kreatywne zabawy w domu jesteś w stanie zapewnić dziecku za pomocą posiadanych przedmiotów – np. kredek, maskotek czy niepotrzebnych pudeł. Czas spędzony z dziećmi na kreatywnych zabawach jest niezmiernie ważny i nie można o tym zapominać. Dlaczego? Bo właśnie w ten sposób powstaje relacja, buduje się tą najważniejszą bliskość z własną pociechą. Zacieśniają się relacje i jednocześnie dziecko ma to szczególne poczucie, że jest dla Ciebie najzwyczajniej w świecie ważne.

Zabawy w domu wymagają jednak pełnego zaangażowania. Właśnie dlatego postanowiłem rzucić pilotem w kąt i zapewnić Maćkowi sporo fajnych atrakcji. No, to do dzieła.

Pobawmy się w plastyków!

Dowolność tematów, technik i narzędzi wykorzystywanych w tej zabawie jest naprawdę zróżnicowana! Obrazami malowanymi na kartkach z wykorzystaniem zwykłych kredek zajmujemy się od naprawdę dawna. Czym innym są natomiast obrazy malowane mimiką twarzy. W tym mój Maciej jest po prostu mistrzem świata.

Kartki, artystyczne mazy i mamy dzieło

Jeśli zabawy z dzieckiem – to na całego. Bierzemy blok rysunkowy z szafki i organizujemy konkurs na najlepsze malowidło. Konkurencja polega na tym, że bierzemy w dłoń kredki świecowe, aby nie było zbyt prosto. No i malujemy. Może nie jestem jakimś super-nadzwyczajnym malarzem, ale czego się nie robi dla Syna! Każdy z nas namalował swoją postać. Ja namalowałem kota (a przynajmniej próbowałem), a Maciek dom. Tak się w to wciągnęliśmy, że postanowiliśmy tworzyć dalej – i tak powstała cała masa kolorowych zwierzaków rodem z „domowej hodowli”. Serio nie wiedziałem, że można mieć przy tym taką frajdę! 

Rollujemy plastelinę

Akcja plastelinki. Każdy ma pewną jej ilość w domu. Sięgnąłem, po całe opakowanie i zapytałem: „Młody, lepimy coś fajnego?”. Maciek jak zwykle chętnie przystał na moją propozycję. Ulepiliśmy więc różne warzywa i owoce, które posłużyły nam zresztą do późniejszej zabawy w kuchni. Babeczki i torty z plasteliny może nie wyszły jakoś specjalnie, ale co tam – ważne, że spędzaliśmy czas razem! Taka aktywność doskonale pobudziła kreatywność mojego Syna i zauważyłem, że chętniej zaczął pytać o kolory. Ciekawe jest to, że w takich sytuacjach Maciek w ogóle nie zastanawia się nad tym jaką aktualnie bajkę proponuję najlepsze jego programy TV. Dzieci lubią wszelakie plastyczne zabawy, a więc należy wykorzystywać ten fakt i proponować swojemu jakieś ciekawe aktywności, które pozwolą zapomnieć o deszczu za oknem.

Duży malowany obraz – wszystkie chwyty dozwolone

Jeśli masz w domu farby, namaluj wraz z dzieckiem kolorowy obraz na dużej powierzchni. Ja też mam zamiar  to zrobić podczas kolejnej ulewy. I wiesz, co? Chyba pozwolę Maćkowi na malowanie… palcami. No bo dlaczego ma nie ćwiczyć motoryki, hmm?

Twórcy designu – t-shirts

Posiadasz w szafie jakiś zbędny, biały t-shirt? Ja w sumie mam takich kilka niewyjściowych – mogę przeznaczyć na zabawę. Wyjąłem z szafki nasze ulubione farbki plakatowe, a moja koszulka idealnie posłużyła jako płótno dla mojego „małego twórcy”. Rozciągnęliśmy ją na ziemi, oczywiście zabezpieczając uprzednio podłogę (podłożyliśmy jakieś stare gazety spod stołu). Choć zapewniam Was, nie zawsze jest czas na takie skoordynowane działania.

Na koszulce wspólnie namalowaliśmy wiele ciekawych rzeczy – było „maćkowe” słońce, jakiś uśmiechnięty kwiat i nawet udało się nam namalować coś przypominającego choinkę w lesie. Maciek wykazał się sporą pomysłowością i namalował na koszulce taki wzór, który odzwierciedlił jego spojrzenie na świat w danym momencie!

Dzięki takiej zabawie nie dość, że poszerzył swoje zdolności manualne, to ja miałem idealną okazję do poznania potrzeb i pragnień swojego Syna. Dowiedziałem się, jak bardzo ma dość tej pluchy i jak bardzo już potrzebuje wyjść na podwórko – w sumie, mnie też już nosiło.

Wspólne gotowanie – nauka poprzez zabawę

Może nie poszalejesz z małym dzieckiem w kuchni nad najbardziej wymyślną potrawą, ale… tu chodzi o coś więcej! Perspektywa sprzątania po „kuchennych rewolucjach z tatą” nieco mnie odstraszała – cóż, zaproszenie siedmiolatka do kuchni jest trochę jak dobrowolne wpuszczenie do domu… huraganu. Nie liczyłem na cud, jednak takowy się… wydarzył. Nie wiedziałem jeszcze, ile dobrego wniesie w życie Maćka gotowanie ze mną! Mój Syn błyskawicznie nauczył się czerpać przyjemność z gotowania i jedzenia, a także miał okazję do przekonania się, że domowe jedzenie jest milion razy lepsze od kupnego – przynajmniej tak mówił, kiedy zrobiliśmy domową pizzę.

Pizza w naszym wykonaniu to majstersztyk

Z reguły Maciek wybiera składniki i razem układamy je na spodzie do pizzy. Mało tego, zapoznałem Maćka z różnymi produktami, na których widok kręcił nosem – oliwkami, oregano i pomidorami. Próbował, a nawet sam wymyślił nową nazwę dla naszego kulinarnego wynalazku – „oliwkowa pomidorella”.  Dzięki zabawie w kuchni mój Syn poznał nowe słownictwo, a także kształty i liczby – zwłaszcza, gdy kilka razy prosiłem go o podawanie plastrów pomidora i ogórka.

Dzięki zabawie w kuchni Twoje dziecko zdobędzie cenną wiedzę o świecie. Robicie deser? Opowiadaj mu, że np. wiśnie do ciasta rosną na drzewach. Dziecko bardzo szybko zakoduje sobie w głowie takie informacje. Pozwól, mu też ćwiczyć swoje małe paluszki – to czasem lepsze, niż lepienie figurek z plasteliny! Może to zabrzmi dość narcystycznie, ale czy ja też coś na takiej zabawie zyskałem? Oczywiście, że tak. Mojemu pomagającemu w kuchni Synowi na pewno nie przyjdzie nigdy do głowy, aby potraktować mnie jako „służącego” – a przynajmniej mam taką nadzieję. Maciek nauczył się, że wspólne gotowanie w kuchni jest czymś zupełnie normalnym i… fajnym! Teraz chętnie mi pomaga nawet, gdy nie trzeba. I to jest super – bo bezinteresowne pomaganie jest bardzo ważne, prawda?

Zobacz też jak robimy cacio e pepe – makaron z serem i pieprzem. Wspólny czas z dzieckiem. Nauka gotowania.

Proszę poczekaj...
Podobne wpisy

Nasz świat cały jest na niebiesko

2 dzień kwietnia. Światowy Dzień Świadomości Autyzmu. Pomyślałem, że warto poruszyć przy tej okazji ważki temat. To jednocześnie trudny temat i niewidzięczny, przez wielu pomijany. Jaka jest nasza świadomość autyzmu?…
Czytaj więcej